Żeby naładować akumulatory w weekend wybrałem się do krakowskich teatrów. Na scenie Narodowego Starego Teatru obejrzałem adaptację "Kosmosu" Gombrowicza w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego. W niezwykłej przestrzeni światła, dźwięku i obrazu reżyser wprowadził nas w sam środek mózgu i duszy bohaterów. Wyszedłem przejęty i oszołomiony.
Przypomniałem sobie, że spędziłem na tej scenie blisko 20 lat, grając ok. 300 spektakli rocznie z Trelą, Stuhrem, Nowickim, Bińczyckim, Polony i Dymną, z tą małą różnicą, że występowaliśmy bez mikroportów i z odsłoniętymi twarzami, wyrażającymi nasze emocje.
Mikroporty w dzisiejszych inscenizacjach niestety są niezbędne, gdyż efekty specjalne często przytłaczają kreację aktorów. Z dumą jednak stwierdzam, że Roman Gancarczyk w roli Leona wzniósł się na najwyższy poziom. Szkoda tylko, że najpiękniejsze puenty adresował do nas z ekranu filmowego. Z radością stwierdzam, ze publiczność oklaskiwała na stojąco twórców przedstawienia, co oznacza, że akceptuje dzisiejszy teatr. I to jest budujące! Mam nadzieję, że nikt tego nie popsuje.
Z kolei by być bardzo blisko aktorów udałem się w niedzielę do Teatru Ludowego na pierwszą premierę pani dyrektor Małgorzaty Bogajewskiej. Ale o tym w następnym wpisie.
